Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popkultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popkultura. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 maja 2013

Popkultura : Ciekawostki o animacji w kreskówkach

Cztery paluszki

Tradycyjnie, mnóstwo animowanych postaci z naszego dzieciństwa ma u dłoni po cztery palce zamiast pięciu. Powód jest dość trywialny - dłonie z czterema palcami o wiele prościej się rysuje, prościej animuje, układ palców jest bardziej czytelny, a poza tym - tak naprawdę nie robi to nam żadnej różnicy podczas oglądania. Zaczęło się już od pierwszych kreskówek z Myszką Miki. Sam Walt Disney tak tłumaczył tę decyzję:

"Pod względem artystycznym, pięć palców to po prostu za dużo dla myszki. Jego dłoń wyglądałaby jak kiść bananów. Z kolei jeśli chodzi o względy finansowe, rysowanie o jeden palec mniej w każdym z 45 000 rysunków składających się na jedną 6-ciominutową kreskówkę, zaoszczędziło naszemu studiu miliony dolarów"


Gdy Bob Budowniczy oraz Listonosz Pat mieli zostać wprowadzeni na rynek japoński, rozeszły się wieści że bajki zostaną wyedytowane tak, by dodać postaciom po jednym palcu. Rzekomo cztery palce w kulturze japońskiej miały zbyt negatywne konotacje, i (przynajmniej u postaci ludzkich) kojarzyły się z yakuzą (której członkowie, by odzyskać honor w oczach szefa, w rytuale zwanym Yubitsume obcinają sobie czubek małego palca, zaś w razie kolejnych potknięć siekają coraz dalej) oraz z liczbą cztery, która w języku japońskim brzmi jak "śmierć" i uznawana jest za pechową. 



Mamy jednak wgląd do japońskiego zwiastunu Boba, gdzie liczba jego palców wyraźnie pozostaje wierna oryginałowi.

Białe rękawiczki

Dlaczego Miki, Minnie i Goofy noszą białe rękawiczki? Powody również są natury praktycznej i wywodzące się z bardzo dawnych czasów, gdy jeszcze nasi bohaterzy występowali wyłącznie w czerni i bieli. Rękawiczki zostały wprowadzone, by dłonie Mikiego, będące czarnej barwy, odcinały się od jego ciała, i były łatwiej dostrzegalne i wyraźne dla widza. Jak wyglądało to bez rękawiczek, widać u kota Feliksa i w pierwszej kreskówce z Mikim, "Steamboat Willie":




Jasne miejsca

Gdy w wieku szczenięcym oglądałem bajki Hanna-Barbera czy Disneya, odkryłem u siebie zdolność nadprzyrodzoną - ilekroć na ekranie pojawiała się większa ilość krzewów, drzwi, czy kamieni, zawsze byłem w stanie zgadnąć który kamień, czy też krzaczek za chwilę się poruszy, lub zza których drzwi wyskoczy potwór. Zawsze bowiem ten ruchomy element był dla mnie widoczny w nieco innym kolorze niż pozostałe. Okazuje się, że niestety nie była to bardzo mało praktyczna supermoc, lecz fakt - ponieważ w tradycyjnym studiu animacji osobny artysta zajmował się rysowaniem tła, a inny znów przygotowywał kolejne klatki animacji na warstwach przezroczystej folii, bardzo ciężko było idealnie dopasować kolory. Ponadto, wiele warstw folii nałożonych na tło powodowało dalsze przyciemnienie i rozmycie tła, przez co nałożony animowany element odstawał jeszcze bardziej. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, co mam na myśli, poniżej bardzo wyraźny przykład ze Sknerusem wynurzającym się z namalowanego w tle oceanu złotych monet (21. sekunda).




Kołnierzyki, kalki, smugi

Również Hanna-Barbera odpowiedzialna jest za rozpropagowanie tzw. ograniczonej animacji. Choć brzmi to nieco pejoratywnie, to właśnie temu procederowi zawdzięczamy najpopularniejszych bohaterów naszego dzieciństwa, Flintstonów, Jetsonów, Scooby Doo, psa Huckleberry, by wymienić tylko kilku. W latach 50-tych Hanna Barbera szturmem wzięła rynek kreskówek telewizyjnych. Do tej pory, koszty narysowania 10-minutowej kreskówki były zbyt wysokie by producenci telewizyjni mogli sobie pozwolić na zakup filmów animowanych specjalnie na potrzeby stacji, więc zazwyczaj odtwarzane były kreskówki uprzednio puszczane w kinach. Hanna Barbera, poprzez zastosowanie wielu technik "oszczędnościowych" zdołała obniżyć koszt przygotowania jednego odcinka z ponad 30 tysięcy do 3 tysięcy dolarów. "Ograniczona" animacja oznaczała że animowane były tylko wybrane elementy postaci, zaś elementy nieruchome wykorzystywały ten sam fragment rysunku. Dzięki temu nie było konieczności rysowania całości postaci w każdej klatce, co znacząco oszczędzało czas i pieniądze. Stąd również wzięły się nieodzowne kołnierzyki oraz naszyjniki u kreskówkowych zwierzaków, nawet gdy poza tym nie miały nic na sobie (jak miś Yogi). Dzięki temu tułów mógł pozostać nieruchomy, zaś animatorzy zajmowali się jedynie głową, a miejsce łączenia było wygodnie zakryte odpowiednim elementem garderoby. Ponadto, studio często korzystało z gotowych szablonów ruchu dla każdej postaci, co pozwalało na wielokrotne wykorzystywanie tych samych rysunków. Również przy szybszych ruchach, zamiast zwiększać ilość rysunków na sekundę (jak w studiach Disneya), Hanna-Barbera wprowadziła ekspresyjne "smugi", sugerujące bardzo szybki ruch bohatera, jak na przykład u biegnącego Strusia Pędziwiatra - zamiast precyzyjnie narysowanych nóg, wystarczy wirujące koło.


żródła:
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/FourFingeredHands
http://www.exploringgeopolitics.org/Interview_Edwards_Kate_Cartography_Geocultural_Risk_Case_Studies.html
http://en.wikipedia.org/wiki/Mickey_Mouse
http://news.bbc.co.uk/2/hi/entertainment/720419.stm
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/WhiteGloves 
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/ConspicuouslyLightPatch
http://en.wikipedia.org/wiki/Limited_animation
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/WheelOFeet
http://animationsmears.tumblr.com/

wtorek, 28 czerwca 2011

Popkultura : Alf

Alf wbił się statkiem kosmicznym w garaż rodziny Tannerów w roku 1986, i pozostał z amerykańską, a następnie światową publicznością przez cztery sezony, od tej pory bawiąc i śmiesząc kolejne pokolenia.

Jednak sądząc po relacjach aktorów i pracowników z planu, kręcenie ALFa była to mordęga, spotęgowana trudnymi charakterami aktorów i dziwactwami Paula Fusco (na zdjęciu z Alfem), twórcą i głównym operatorem kukiełki oraz producentem.

Fusco od początku serialu w każdej rozmowie i wywiadzie odnosił się do ALFa jako do rzeczywiście istniejącego kosmity, zaprzeczając, jakoby ten był kukiełką. Nie pozwolił by ktokolwiek, poza osobami pracującymi przy serialu, widział ALFa upchniętego w walizce, czy poruszanego przez operatorów.

Aktorzy wspominają pracę przy serialu jako katorgę. Cały plan zbudowany był na podwyższeniu, zaś trzej operatorzy kukiełki kryli się pod spodem, wystawiając ręce operujące ALFem przez specjalne otwory w podłodze. Aktorzy musieli sprawiać wrażenie naturalnie poruszających się po całym domu, jednocześnie uważając by nie potknąć się o jedną z kilkudziesięciu dziur w podłodze. Ze względu na techniczne skomplikowanie, aktorzy pracowali po 18 godzin dziennie.

Max Wright, grający Williego, był już wówczas cenionym aktorem teatralnym, i granie "partnera kukiełki" sprawiało mu trudność i wprawiało w irytację. Otwarcie przyznaje, że pod koniec kręcenia serialu miał go serdecznie dość i chciał go tylko mieć za sobą. Zaraz po nakręceniu ostatniego odcinka 4. sezonu, wyszedł bez słowa z planu, spakował się i odjechał nie żegnając się z nikim.

Anne Shedeen, grająca Kate, przyznaje że mimo komediowego charakteru serialu, "na planie nie było żadnej radości", a cała ekipa była "wielką, dysfunkcjonalną rodziną".

Andrea Elson (Lynn) również wspomina napięcie spowodowane koniecznością "grania drugich skrzypiec przy kukiełce". Podczas kręcenia serialu zachorowała na bulimię, co jest widoczne w trzecim i czwartym sezonie. Na szczęście ma ona również przyjemne wspomnienie - to tam poznała swojego męża, który dostarczał jej scenariusze.

Ben Hertzberg, wówczas znany jako Benji Gregory, grający Briana, po finale serialu zagrał jeszcze w 3 filmach, po czym zakończył swoją przygodę z aktorstwem.

Wszyscy aktorzy zgodnie twierdzą, że nie żałują wystąpienia w serialu, który dał tyle radości widzom na całym świecie, ale ciężko im uwierzyć, że efekt końcowy był tak wspaniały, zważywszy jaki bałagan i ciężka atmosfera przez cały czas panowała na planie.

Źródła:
Angielska Wikipedia
Artykuł "Where Are They Now?" z Magazynu People z roku 2000

czwartek, 16 czerwca 2011

popkultura : Eldon Hoke



Oto krótki wywiad z Eldonem Hoke, pseudo "El Duce", jednym z najbardziej znienawidzonych i kontrowersyjnych muzyków w historii ( razem ze swoim zespołem The Mentors występował w czarnym kapturze nawołując do bicia i gwałcenia kobiet). Wywiad pochodzi z filmu dokumentalnego "Kurt & Courtney", którego twórcy badali teorie spiskowe wokół śmierci Cobaina. Niedługo po śmierci muzyka, Eldon Hoke zaczął rozgłaszać że Courtney Love chciała zapłacić mu 50 tysięcy dolarów za "odstrzelenie Kurtowi głowy". Z tymi sensacjami Hoke występował w radiu i telewizji. Nie był brany na poważnie dopóki nie poddał się testu wykrywacza kłamstw, według którego Hoke w 99% mówił prawdę.

Z drugiej strony, wariograf służy do wykrywania osób kłamiących świadomie. El Duce zaś znany był z tego, że pozostawał niemal bezustannie w stanie ciężkiego upicia, nie mówiąc o wpływie innych substancji. Jeśli miał halucynacje, tudzież wizje, w które święcie wierzył, że są prawdą, to również wykrywacz kłamstw odczytał je jako prawdę.

2 dni po nagraniu tego wywiadu, Hoke został znaleziony martwy przy torach kolejowych, potrącony przez pociąg - rzecz jasna, nie pomogło to w zredukowaniu ilości domysłów i hipotez na temat udziału Courtney w całej sprawie.

Ostatni drobiazg, który dosłownie zmroził mi krew, gdy usłyszałem o nim po raz pierwszy, to rozpaczliwe krzyki kobiet w tle, wpierw ledwo słyszalne około minuty, następnie dokładnie w czasie 2:55, brzmiące bardzo wyraźnie jak: "Help us! Somebody help us!" Eldon wyraźnie zauważa to, a po chwili niezdarnie stara się to zamaskować dzikim okrzykiem. Rzecz jasna, mogą to być rozbawieni goście, albo dzieci krzyczące w okolicy, jednak takie głosy w domu faceta, który słynął z zamiłowania do przemocy wobec kobiet a swoją muzykę ochrzcił mianem "rape rock", nasuwają się wyłącznie najgorsze konkluzje...

poniedziałek, 2 maja 2011

Conan: Conan kontroluje kamery w studio



Oto co się działo pewnego razu, kiedy Conan przejął kontrolę nad kamerami w studio.

poniedziałek, 27 września 2010

Popkultura : Conan o'Brien nie może marnować czasu


LNwCOB - Conan Can't Waste Any Time


Oto co się stało, gdy pewnego razu dyrekcja powiedziała Conanowi o'Brienowi (uwielbiam gościa) że za dużo czasu marnuje na głupoty zamiast przeprowadzać rzeczowe wywiady i omawiać wydarzenia z kraju i ze świata. Anarchia! I całkiem rytmiczny kawałek.

piątek, 25 czerwca 2010

Paranormalia : Zwarcie w mózgu Britney



Zazwyczaj na blogu nabijam się z rzeczy "paranormalnych" ponieważ zwolennicy tych "paranormalnych" teorii sami te zjawiska wywołują, próbując oszukać innych, lub dopatrują się śmiesznie fantastycznych fenomenów w zdarzeniach, które można całkowicie racjonalnie wytłumaczyć. Dla mnie zjawisko paranormalne, to zjawisko, którego nie da się wytłumaczyć. I dla mnie paranormalne jest to, co stało się z Britney w prezentowanym fragmencie wywiadu. Z jakiegoś powodu to co się tu dzieje wywołuje u mnie ciarki. Z komentarzy na YouTube widzę, że nie jestem jedyny. Nic tak nie przeraża jak coś, czego nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Interpretacje proponowane przez widzów: Smutek po rozstaniu z Justinem, załamanie nerwowe, rozdwojenie jaźni (przez moment wydaje się, jakby rozmawiała z kimś niewidzialnym), kontrola umysłu od wczesnego dzieciństwa, awaria wypranego mózgu - w reakcji na słowo "weird". JEdno jest pewne - coś jest tu bardzo nie w porządku.

piątek, 22 stycznia 2010

Popkultura : Pete Bennett

Pete Bennett - połączenie skrajnego ADHD z ciężką odmianą Tourette'a - był zwycięzcą 7. edycji brytyjskiego Big Brothera. Ten wiecznie uśmiechnięty kłąb ledwo skoordynowanych ruchów w swojej taśmie wysłanej na casting przyznaje się, że próbował powstrzymywać swój zespół Tourett'a (niekontrolowane tiki wokalne oraz niekontrolowane gesty), ale to tylko sprawiało, że następny raz był jeszcze gorszy. Zamiast się hamować postanowił więc że po prostu będzie sobą, z całym zestawem dziwactw, i opłaciło mu się - dzielnie przebrnął przez cały program, do zwycięstwa , po drodze czyniąc znaki firmowe ze swoich ciągłych wtrąceń "wankers!" lub "izamana!"

A oto zaledwie kilka Youtubowych filmów z Big Brothera z jego udziałem - niestety YouTube uniemożliwiło zamieszczanie filmów z Big Brothera na blogach.

piątek, 4 grudnia 2009

Popkultura : If You Seek Amy

We wstępie teledysku Britney Spears "If You Seek Amy" widzimy reporterkę zapowiadającą piosenkę, podczas gdy poniżej na bannerze przewija się tekst "Britney Spears song lyrics spell out obscenity in disguise" - jest to dla nas sygnał do uważniejszego wsłuchania się w refren:

Love me, hate me
Say what you want about me
But all of the boys and all of the girls are begging to If U Seek Amy

Bez sensu, dopóki nie spróbujemy inaczej odczytać ostatnich czterech słów, które fonetycznie brzmią jak "F-U-C-K me".

But all of the boys and all of the girls are begging to F.U.C.K. me

Nie jest to przypadek, tak to miało brzmieć, i mimo że niezbyt dojrzały, zabieg ten zasługuje na uznanie ze względu na rzadko ostatnio praktykowane granie na nosie cenzurze. Oczywiście cenzura zawzięła się tym bardziej i grana w radiach wersja nosi tytuł "If you see Amy".

A zjawisko słów rozumianych w dwójnasób nazywa się mondegreen, od eseju Sylvii Wright. Opisała ona jak w dzieciństwie opacznie rozumiała czytaną jej przez mamę pieśń T"he Bonnie Earl O' Murray."
Ye Highlands and ye Lowlands,
Oh, where hae ye been?
They hae slain the Earl Amurray,
And Lady Mondegreen.
Ostatnia linijka brzmiała "And laid him on the green", jednak ponieważ Lady Mondegreen absolutnie miała sens, utkwiła ona w głowie pisarki na dobre. Inne przykłady mondegreenów to:

There's a bathroom on the right w piosence "Bad Moon Rising" zespołu Creedence Clearwater Revival, w rzeczywistości "There's a bad moon on the rise"

lub:

Scuse me while I kiss this guy w piosence "Purple Haze" Jimiego Hendrixa, w rzeczywistości "'Scuse me while I kiss the sky"

poniedziałek, 23 listopada 2009

Kultura : Pierścionki

Pierścionek zaręczynowy wręcza mężczyzna ukochanej kobiecie, prosząc ją o rękę, na znak swej głębokiej i dozgonnej miłości, oraz by wyrazić gotowość do zawarcia z nią związku małżeńskiego. Pierścionek powinien być ze złota i zawierać diament. Czemu akurat diament? Wszystko jest kwestią odpowiedniego marketingu, o czym wiedziała już w latach 20tych spółka De Beers, wówczas gigant mający praktycznie monopol na wydobywane na całym świecie diamenty. Firma rozwijała się prężnie, na początku XX wieku osiągając 90% udział w światowym rynku i dyktuąc podaż i cenę drogocennych kamieni. Sytuacja zmieniła się na skutek krachu w latach 20-tych, kiedy to wszystkie drogie kruszce i kamyczki zaczęły tracić wartość z dnia na dzień. Zamiast nabywać nowe brylanty, ludzie woleli sprzedawać wszystkie swoje kosztowności, by mieć za co wyżywić siebie i rodzinę. W ciągu 20 następnych lat sprzedaż diamentów spadła o 50%! Uratowały firmę prężne działania propagandowe oraz chwytliwe hasła w rodzaju: "Diamenty są wieczne" oraz "Diamenty są najlepszym przyjacielem dziewczyny". Najskuteczniejsi okazali się reprezentanci firmy, którzy w krótkim czasie przeszkolili wszystkich jubilerów w kraju w kwestii odpowiedniego doradztwa młodym mężczyznom w kwestii doboru pierścionka dla swych dam. Sprzedawcy mieli mianowicie zapewniać przyszłych żonkosi, że absolutne minimum, jakie należy wydać na tak ważny podarunek to równowartość 2-3 miesięcznych pensji. Akcja okazała się skuteczna. Ceny wzrosły, popyt nie spadł - obecnie, 78% pierścionków zaręczynowych sprzedawanych co roku na całym świecie zawiera właśnie ów iskrzący i nieprzyzwoicie drogi kamień.

Pomysłowość jubilerów oraz spółek handlujących złotem i szlachetnymi kamieniami sięga jednak dużo dalej! Skoro mamy pierścionki symbolizujące oświadczyny, a tylu mężczyzn niegotowych jeszcze na ten tak poważny krok, czemu by nie wypromować pierścionka symbolizującego stan pośredni, czyli wielkie uczucie, ale może jeszcze nie do końca, aczkolwiek niewykluczone, że wprzyszłości owszem, może i nawet jeszcze kolejny pierścionek? W żadnym razie nie zaręczynowy, może...przedzaręczynowy? Angielskie propozycje: "Friendship ring" (nazwa o faktycznej historycznej przeszłości, jednak do tej pory niemająca kontekstu romantycznego) lub też "Promise ring" - pierścionek-obietnica, brzmią przekonująco i zobowiązująco. Już obecnie młodzi amerykańscy mężczyźni masowo zakupują dla swych wybranek pierścionki, najczęściej z motywem serca bądź dwóch serduszek. Dyskretna presja ze strony sklepów jubilerskich cały czas rośnie, dając do zrozumienia zakochanym, że odpowiedni pierścionek (najlepiej, rzecz jasna, z niewielkim diamencikiem) wspanialej wyrazi głębokość ich uczucia niźli tysiąc słów.

Wybranka serca ma zatem już na palcach pierścionek przedzaręczynowy i zaręczynowy, nadchodzi więc, rzecz jasna, czas na obrączkę. W niektórych krajach noszona na palcu serdecznym dłoni lewej (jako, że według starołacińskich podań, tam właśnie zaczyna się "vena amoris" - żyła miłości, prowadząca prosto do serca) lub też prawej (która, jako łacińska dextra, kojarzy się również w języku polskim z czymś dobrym i uczciwym, czego nie można powiedzieć o stronie lewej, sinistra). W Szwecji, obrączki noszone są już od zaręczyn (a macie, diamentowe koncerny!), tak samo jak w Grecji, gdzie podczas ortodoksyjnego obrządku zaślubin przekłądanse są z dłoni lewej na prawą. Z kolei wśród jeszcze bardziej ortodoksyjnych katolików rosyjskich, w ceremonii zakładania obrączek bierze udział zarówna młoda para, jak i kapłan oraz świadek. Srebrna obrączka panny młodej wpierw zakładana jest na palec pana młodego, zaś złota obrączka pana młodego ląduje na paluszku panny młodej. Następnie ma miejsce skomplikowana wymiana obrączek między młodymi, podczas której pierścionki jeszcze kilka razy zmieniają właściciela.

Obrączka ślubna jest, rzecz jasna, symbolem wierności i stałości uczuć w małżeństwie. Gdyby jednak ktoś wyjątkowo podejrzliwy chciał mieć dodatkową pewność, może zafundować ukochanej osobie pierścień turecki, czy też "pierścień - łamigłówkę". Pierścienie te do tej pory wręczane są kobietom przez ich mężów w Grecji i na terenie Turcji. Złożone są one z kilku cieniutkich metalowych obręczy, które dopiero po ułożeniu w odpowiedniej kolejności i przekręceniu w odpowiednie strony zazębiają się, tworząc grubszą obrączkę z pięknym deseniem skomplikowanego węzła. Rzekomo, gdy niewierna kobieta zdjęła obrączkę z palca by dopuścić się skoku w bok, obrączka rozpadała się na kawałki i jedynie mąż, znający tajemnicę mechanizmu był w stanie złożyć ją z powrotem. Obrączka w kawałkach, zamiast obrączki w całości na palcu żony była wobec tego pewnym dowodem niewierności. Owa błyskotliwa dedukcja nie uwzględniała możliwości, że żona mogła posiadać talent do łamigłówek, lub też równie prawdopodobnej możliwości, że w razie czego obecność obrączki żadnej ze stron zbytnio nie przeszkadzała.

I drapią się biedni jubilerzy w głowę, i biedzą się: no dobrze, sprzedaliśmy im pierśiconek obietnicowy; pierścionek zaręczynowy i piękne obrączki, ale co teraz..?

Teraz oczywiście pierścień urodzinowy, który ABSOLUTNIE WYPADA kupic żonie z okazji narodzin każdego dziecięcia, a przynajmniej pierworodnego.

Jak również trilogy ring (pierścień - trylogia?) zawierający nie jeden diament a trzy, symbolizujące przeszłość, teraźniejszość, i owocną przyszłość trwającego związku.

A gdy pożycie małżeńskie już się rozpocznie, dobrze zaciągnąć niewielki kredyt na pierścionek wieczności (eternity ring) - symbolizujący udany związek małżeński, zachowanie wierności przysięgom, wieczny szacunek dla małżonka - który ABSOLUTNIE POWINIEN składać się wyłącznie z drogich kamieni na całej swej długości i grubości.

History Of The Engagement Ring
O obrączkach (jęz. ang)

środa, 26 sierpnia 2009

Popkultura: Strawpedo

Niegrzeczna młodzież nigdy nie ustaje w swym dążeniu do totalnego upicia się w rekordowo krótkim czasie. Nie ma to jak obalić butlę wina prosto z butelki. Tylko CZEMU musi to trwać tak długo!

To przez to przeklęte powietrze. Po paru pociągnięciach różnica ciśnień między butelką i światem zewnętrznym sprawia, że jakby człowiek nie ciągnął, to nic już nie wyciągnie. Trzeba przerwać wlewanie w siebie napoju i wpuścić do butli trochę powietrza, niepotrzebnie o parę sekund przedłużając stan nieznośnej trzeźwości.

W odwiecznych rozważaniach pod tytułem "jak szybciej się upić" brać studencka wykombinowała więc taktykę zwaną "Strawpedo" (straw - słomka, + torpedo - torpeda). Do butelki wkłada się słomkę. Słomkę zagina się, tak by dłuższa część pozostawała w środku, a krótsza zagięta na zewnątrz butelki, równolegle do ścianki. Następnie z butelki pije się w normalny sposób, obejmując ustami szyjkę lecz pozostawiając wolny wylot słomki. Po przechyleniu butelki płyn wlewa się do gardła nieprzerwanym potokiem, ponieważ przez słomkę z zewnątrz przez cały czas dostarczane jest do wnętrza butelki powietrze, stale wyrównując ciśnienie. Efekt - szybsze picie, szybsze upicie, lub czasem - niestety - natychmiastowy zwrot towaru na skutek samodzielnego "płukania żołądka".

Uwaga: Próbować na własną odpowiedzialność, i tylko z napojami o niewielkiej ilości alkoholu. Chyba nawet totalny idiota wie, czym może grozić wypicie pół litra wódki w ciągu paru sekund.

Wikipedia angielska.
Butelka wina wypita w ciągu 4 sekund.

środa, 22 lipca 2009

Popkultura: Kayfabe

Co wspólnego mają ze sobą komiksy, gry RPG i amerykański wrestling?

Wszystkie tworzą swoje własne, alternatywne rzeczywistości, z wymyślonymi postaciami, relacjami między bohaterami, narzuconym podziałem na dobrych i złych. We wszystkich celem jest przekonać nas, że to, co oglądamy jest prawdziwe i prawdopodobne.

Wrestling to nie tylko walka, ale świat sam w sobie - świat wzajemnych konfliktów, uraz, przetasowań personalnych, świat braterstwa i zemsty, gdzie bohaterzy pomagają sobie, lecz również zdradzają się za plecami...a to wszystko na niby.

A to "na niby" rządzone jest zasadami Kayfabe. To dziwaczne słówko, pochodzące nie do końca wiadomo skąd, oznacza cały zestaw zjawisk, faktów, relacji mających uchodzić w świecie wrestlingu za "prawdziwe". Nie od dziś wiadomo, że wszystkie walki w wrestlingu opracowywane są, planowane i drobiazgowo ćwiczone przez zawodników ku uciesze gawiedzi, każdy ruch, akrobacja, wygrana i przegrana wiadoma jest wszystkim zawodnikom dużo wcześniej.

Kayfabe oznacza "wszystko to, co pokazujemy i mówimy fanom", wykracza więc znacznie poza granice ringu. Już dawno fanom przestała wystarczać sama walka, więc federacje wrestlingowe dostarczały im coraz więcej detali i zajść mających miejsce rzekomo "poza ringiem". Świat zapaśników wypełniły wyimaginowane kontuzje, osobiste porachunki sprzed lat, krzywdy wyrządzone wyimaginowanym bliskim, doprowadzając do krwawych starć na niby, pełnym udawanych razów i dobrze rozplanowanego obtrzaskiwania się krzesłami.

Mamy więc do czynienia z najprawdziwszą fabułą, żeby nie powiedzieć sagą czy telenowelą, jeśli chodzi o losy bohaterów. By uniknąć zamieszania, opisując historię pojedynków należy wyraźnie zaznaczyć które fakty w historii fightera są prawdziwe, a które przynależą tylko do rzeczywistości kayfabe. Poniżej drobne ćwiczenie.

Oto jeden wrestler obraził żonę (kayfabe) drugiego, wobec czego ten wyzwał go na pojedynek na śmierć i życie, zrzucając go na ziemię i łamiąc mu nogę (kayfabe). Poszkodowany spędził miesiąc w szpitalu. Po wyjściu, wściekły, pobił (kayfabe) w pubie brata (kayfabe) swojego przeciwnika. Osobiste porachunki mają rozstrzygnąć 1 sierpnia podczas super gali WWE.

Czy cała historia w powyższym tekście była zmyślona? Nie! Poszkodowany naprawdę spędził miesiąc w szpitalu! Było to jednak spowodowane urazem stawu skokowego doznanym podczas gry w tenisa. Reszta historii została w trybie kayfabe dodana, by usprawiedliwić zniknięcie wrestlera z terminarza walk.

Ciekaw jestem, czy poczynione były jakieś analizy wrestlingu jako dziedziny tworzącej na swój użytek oddzielne uniwersum - jak by nie patrzeć, jest to stworzony dużymi kosztami zupełnie nowy świat...

Obszerny opis Kayfabe na wikipedii (j. ang.)

poniedziałek, 20 lipca 2009

Symbole: Znak Drogowy "Uwaga, Imigranci"

Znak zaprojektowany w 1990 roku przez Johna Hooda.

Znaki tego typu ustawione są wzdłuż ruchliwych szos w okolicy San Diego, wzdłuż granicy Meksyk / USA. Zaprojektowane zostały, by ostrzegać kierowców przed nielegalnymi imigrantami przebiegającymi drogę. Znak szybko stał się ikoną problemu nielegalnych imigrantów w Stanach Zjednoczonych, i doczekał się wielu wersji i parodii, lądując na plakatach, kubkach i koszulkach. Udokumentowanych jest ponad 100 przypadków śmierci nielegalnych imigrantów na skutek potrącenia w trakcie przekraczania granicy. Mimo, że plaga wypadków drogowych z udziałem imigrantów zakończyła się już dawno temu, znaki nadal stoją, przypominając o tym, że zjawisko nadal istnieje.

Świetny artykuł, przedstawiający historię znaku (j. ang.)

poniedziałek, 13 lipca 2009

Popkultura: Phrogging

Dwa lata temu film nakręcony przez dwie dziewczyny wywołał nieco zamętu na internetowych forach. Otóż panny twierdziły, że uprawiają "phrogging" co oznacza wślizgiwanie się do domów obcych ludzi i mieszkanie w nich pod ich nieobecność, a nawet tuż obok nich - bez wiedzy gospodarzy! Film obejmuje kilka dni spędzonych przez nie w domu młodego małżeństwa. Podczas dnia jedzą ich jedzenie, grają w ich gry, piją ich alkohol, zaś na noc chowają się pod stołem / w łazience. Historia wydaje się grubymi nićmi szyta - niewielkie śledztwo dokonane przez internautów wykazało, że wszystkie internetowe wzmianki o phroggingu pojawiły się w sieci w niewielkich odstępach czasu. Ilość dziur logicznych w nakręconym materiale doprowadza nas do wniosku, że ktoś miał ambicje stworzyć swój "blair witch project" czyli malutkim nakładem środków (dwie dziewczyny chowają się po domu) uzyskać dużą oglądalność i popularność. Amerykanie uwielbiają tworzyć mity, na pewno wspomnę ich jeszcze wiele. Ten jest jednym z moich ulubionych.