Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 października 2014

Horror: "Pozwól Mi Wejść" (Låt den rätte komma in) (2008)

Witam po dłuższej przerwie, spowodowanej innymi projektami - muzyką i grą komputerową, nad którymi pracuję bez ustanku i regularnie.

Ale teraz do rzeczy - film "Pozwól mi wejść" - który zrobił na mnie ostatnio wielkie wrażenie. Określenie "Film o wampirach" nawet w jednej dziesiątej nie oddaje złożonej natury dzieła owego. Miasteczko na północy Szwecji gdzie śniegu kilka metrów, czarna noc jedynie od czasu do czasu przetykana oślepiającym dniem. Oskar, zaniedbywany przez rozwiedzionych rodziców chłopak, nad którym ustawicznie znęcają się koledzy z klasy. Eli, tajemnicza rówieśniczka, która nie wiedzieć kiedy wprowadziła się do jego bloku, i mimo że, jak twierdzi "nie powinna z nim się przyjaźnić ani nawet rozmawiać" - to coraz bardziej wkracza do jego świata. Jednocześnie w mieście zaczyna się fala niewyjaśnionych i okrutnych morderstw, a co za tym idzie fali podejrzeń i paranoi. W kontraście do tego ponurego tła między młodymi rodzi się uczucie, rozczulające w swojej niewinnej czystości. Oprócz, w pewnym miejscu, nieco namolnie cyfrowo wygenerowanych kotów, klimat pozostaje realistyczny, ciężki, duszny, mroczny i stale w równowadze między krwawą masakrą a niewinnym spojrzeniem dziecka na szalony świat dokoła. Zaskakujący, nieoczywisty, pozbawiony wyświechtanych banałów i ogranych klisz... Pozostaje mi serdecznie i bez zastrzeżeń polecić miłośnikom dobrego kina strasznego.


środa, 29 maja 2013

Popkultura : Ciekawostki o animacji w kreskówkach

Cztery paluszki

Tradycyjnie, mnóstwo animowanych postaci z naszego dzieciństwa ma u dłoni po cztery palce zamiast pięciu. Powód jest dość trywialny - dłonie z czterema palcami o wiele prościej się rysuje, prościej animuje, układ palców jest bardziej czytelny, a poza tym - tak naprawdę nie robi to nam żadnej różnicy podczas oglądania. Zaczęło się już od pierwszych kreskówek z Myszką Miki. Sam Walt Disney tak tłumaczył tę decyzję:

"Pod względem artystycznym, pięć palców to po prostu za dużo dla myszki. Jego dłoń wyglądałaby jak kiść bananów. Z kolei jeśli chodzi o względy finansowe, rysowanie o jeden palec mniej w każdym z 45 000 rysunków składających się na jedną 6-ciominutową kreskówkę, zaoszczędziło naszemu studiu miliony dolarów"


Gdy Bob Budowniczy oraz Listonosz Pat mieli zostać wprowadzeni na rynek japoński, rozeszły się wieści że bajki zostaną wyedytowane tak, by dodać postaciom po jednym palcu. Rzekomo cztery palce w kulturze japońskiej miały zbyt negatywne konotacje, i (przynajmniej u postaci ludzkich) kojarzyły się z yakuzą (której członkowie, by odzyskać honor w oczach szefa, w rytuale zwanym Yubitsume obcinają sobie czubek małego palca, zaś w razie kolejnych potknięć siekają coraz dalej) oraz z liczbą cztery, która w języku japońskim brzmi jak "śmierć" i uznawana jest za pechową. 



Mamy jednak wgląd do japońskiego zwiastunu Boba, gdzie liczba jego palców wyraźnie pozostaje wierna oryginałowi.

Białe rękawiczki

Dlaczego Miki, Minnie i Goofy noszą białe rękawiczki? Powody również są natury praktycznej i wywodzące się z bardzo dawnych czasów, gdy jeszcze nasi bohaterzy występowali wyłącznie w czerni i bieli. Rękawiczki zostały wprowadzone, by dłonie Mikiego, będące czarnej barwy, odcinały się od jego ciała, i były łatwiej dostrzegalne i wyraźne dla widza. Jak wyglądało to bez rękawiczek, widać u kota Feliksa i w pierwszej kreskówce z Mikim, "Steamboat Willie":




Jasne miejsca

Gdy w wieku szczenięcym oglądałem bajki Hanna-Barbera czy Disneya, odkryłem u siebie zdolność nadprzyrodzoną - ilekroć na ekranie pojawiała się większa ilość krzewów, drzwi, czy kamieni, zawsze byłem w stanie zgadnąć który kamień, czy też krzaczek za chwilę się poruszy, lub zza których drzwi wyskoczy potwór. Zawsze bowiem ten ruchomy element był dla mnie widoczny w nieco innym kolorze niż pozostałe. Okazuje się, że niestety nie była to bardzo mało praktyczna supermoc, lecz fakt - ponieważ w tradycyjnym studiu animacji osobny artysta zajmował się rysowaniem tła, a inny znów przygotowywał kolejne klatki animacji na warstwach przezroczystej folii, bardzo ciężko było idealnie dopasować kolory. Ponadto, wiele warstw folii nałożonych na tło powodowało dalsze przyciemnienie i rozmycie tła, przez co nałożony animowany element odstawał jeszcze bardziej. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, co mam na myśli, poniżej bardzo wyraźny przykład ze Sknerusem wynurzającym się z namalowanego w tle oceanu złotych monet (21. sekunda).




Kołnierzyki, kalki, smugi

Również Hanna-Barbera odpowiedzialna jest za rozpropagowanie tzw. ograniczonej animacji. Choć brzmi to nieco pejoratywnie, to właśnie temu procederowi zawdzięczamy najpopularniejszych bohaterów naszego dzieciństwa, Flintstonów, Jetsonów, Scooby Doo, psa Huckleberry, by wymienić tylko kilku. W latach 50-tych Hanna Barbera szturmem wzięła rynek kreskówek telewizyjnych. Do tej pory, koszty narysowania 10-minutowej kreskówki były zbyt wysokie by producenci telewizyjni mogli sobie pozwolić na zakup filmów animowanych specjalnie na potrzeby stacji, więc zazwyczaj odtwarzane były kreskówki uprzednio puszczane w kinach. Hanna Barbera, poprzez zastosowanie wielu technik "oszczędnościowych" zdołała obniżyć koszt przygotowania jednego odcinka z ponad 30 tysięcy do 3 tysięcy dolarów. "Ograniczona" animacja oznaczała że animowane były tylko wybrane elementy postaci, zaś elementy nieruchome wykorzystywały ten sam fragment rysunku. Dzięki temu nie było konieczności rysowania całości postaci w każdej klatce, co znacząco oszczędzało czas i pieniądze. Stąd również wzięły się nieodzowne kołnierzyki oraz naszyjniki u kreskówkowych zwierzaków, nawet gdy poza tym nie miały nic na sobie (jak miś Yogi). Dzięki temu tułów mógł pozostać nieruchomy, zaś animatorzy zajmowali się jedynie głową, a miejsce łączenia było wygodnie zakryte odpowiednim elementem garderoby. Ponadto, studio często korzystało z gotowych szablonów ruchu dla każdej postaci, co pozwalało na wielokrotne wykorzystywanie tych samych rysunków. Również przy szybszych ruchach, zamiast zwiększać ilość rysunków na sekundę (jak w studiach Disneya), Hanna-Barbera wprowadziła ekspresyjne "smugi", sugerujące bardzo szybki ruch bohatera, jak na przykład u biegnącego Strusia Pędziwiatra - zamiast precyzyjnie narysowanych nóg, wystarczy wirujące koło.


żródła:
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/FourFingeredHands
http://www.exploringgeopolitics.org/Interview_Edwards_Kate_Cartography_Geocultural_Risk_Case_Studies.html
http://en.wikipedia.org/wiki/Mickey_Mouse
http://news.bbc.co.uk/2/hi/entertainment/720419.stm
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/WhiteGloves 
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/ConspicuouslyLightPatch
http://en.wikipedia.org/wiki/Limited_animation
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/WheelOFeet
http://animationsmears.tumblr.com/

środa, 14 listopada 2012

Kubrick: Córka i wnuk SK odpowiadają na pytania na Reddicie

Jak w tytule: 

Córka (Katharina) i wnuk Stanleya Kubricka, Joe, pojawili się w subreddicie IAMA, by odpowiedzieć na kilkadziesiąt pytań fanów reżysera. 

Mimo, że nie rozpisują się zbytnio, dla fana takiego jak ja jest to tym niemniej kolejny ciekawy wgląd w styl pracy i życie prywatne Stanleya. 

piątek, 30 marca 2012

Muzyka : Blotted Science "Cretaceous Chasm"



Kolejne zdarzenie z cyklu "Co robi artysta gdy stanie się tak dobry technicznie że ogranicza go już jedynie własna wyobraźnia". Pan Ron Jarzombek, genialny gitarzysta i mózg projektu Blotted Science, stworzył materiał na nową EP-kę projektu, "The Animation Of Entomology", oglądając horrorowe sceny rozmaitych filmów w których główną rolę grają insekty. Następnie z właściwą sobie maestrią wraz z zespołem skomponował utwory, będące ścieżkami dźwiękowymi do wybranych scen. Efekt, nawet bez elementu wizualnego jest genialny, ale spójrzcie tylko jak precyzyjnie muzyka dopasowana jest do powyższej sceny z filmu "King Kong" z bohaterami atakowanymi przez ogromne świerszcze, pająki i inne obrzydlistwa.

Mój ulubiony moment to subtelne "Bam" w 1:48, drobny detal który pokazuje z jaką dokładnością zespół dopasował się do filmowej sceny.

Jednakowoż to nie pierwszy raz, kiedy Ron Jarzombek inspirował się scenami z filmów przy komponowaniu muzyki. Ten sam trick zastosował już dwa razy z zespołem spastic ink, do scen z dwóch filmów animowanych (w drugim wypadku gitara naśladuje nawet intonację słów wypowiadanych przez animowanego zajączka).

A tutaj Ron Jarzombek gra ścieżkę gitarową do powyższego utworu, z jednoczesną prezentacją stworzonego przez siebie systemu kompozycji i progresji.

I obowiązkowy przystanek dla fanów, strona artysty:
http://www.ronjarzombek.com/

czwartek, 22 marca 2012

Kubrick : The Overlook Hotel

[Artykuł zawiera odniesienia do scen z filmu "Lśnienie", więc jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, może popsuć oglądanie]

Ślinię się i nie mogę przestać, nad wspaniałą stroną The Overlook Hotel, poświęconej wyłącznie rekwizytom, zdjęciom z planu, cytatom aktorów, dosłownie wszystkiemu co związane z kultowym horrorem Kubricka "Lśnienie". Zbiór ten obejmuje najróżniejsze obiekty, z których każdy jest absolutnym rarytasem i cudownością dla fanów twórczości Pana Kubricka, takich jak ja. Wiele z nich nigdy dotąd nie było publikowanych. Zaledwie kilka przykładów:

Scena z filmu Broken Blossoms, którą inspirował się Kubrick w kultowej już scenie rozwalania drzwi toporem;

Gdyby ktoś wątpił, jakim perfekcjonistą był Kubrick odnośnie każdego ujęcia, fotografia zimowego widoku na hotel Overlook, z mnóstwem notatek reżysera, w jaki sposób ma być ułożony śnieg by wyglądał na naturalną ścieżkę, a nie ułożoną przez pług;

Rusztowanie ułożone za zamarznietym Jackiem, by utrzymać go nieruchomo;

Mnóstwo interesujących cytatów z książek odnośnie pracy nad "Lśnieniem";

Mnóstwo zdjęć z planu;

Coś co przemawia do mnie podwójnie, bowiem wiąże się z muzyką: szczegółowo rozplanowana ścieżka dźwiękowa do części "Lśnienia"

Koniecznie zajrzyjcie, to dosłownie skarbiec ciekawostek dla każdego, kto interesuje się nie tylko filmami Kubricka ale też kinem i pracą na planie i poza nim.

http://www.theoverlookhotel.comLink

wtorek, 28 czerwca 2011

Popkultura : Alf

Alf wbił się statkiem kosmicznym w garaż rodziny Tannerów w roku 1986, i pozostał z amerykańską, a następnie światową publicznością przez cztery sezony, od tej pory bawiąc i śmiesząc kolejne pokolenia.

Jednak sądząc po relacjach aktorów i pracowników z planu, kręcenie ALFa była to mordęga, spotęgowana trudnymi charakterami aktorów i dziwactwami Paula Fusco (na zdjęciu z Alfem), twórcą i głównym operatorem kukiełki oraz producentem.

Fusco od początku serialu w każdej rozmowie i wywiadzie odnosił się do ALFa jako do rzeczywiście istniejącego kosmity, zaprzeczając, jakoby ten był kukiełką. Nie pozwolił by ktokolwiek, poza osobami pracującymi przy serialu, widział ALFa upchniętego w walizce, czy poruszanego przez operatorów.

Aktorzy wspominają pracę przy serialu jako katorgę. Cały plan zbudowany był na podwyższeniu, zaś trzej operatorzy kukiełki kryli się pod spodem, wystawiając ręce operujące ALFem przez specjalne otwory w podłodze. Aktorzy musieli sprawiać wrażenie naturalnie poruszających się po całym domu, jednocześnie uważając by nie potknąć się o jedną z kilkudziesięciu dziur w podłodze. Ze względu na techniczne skomplikowanie, aktorzy pracowali po 18 godzin dziennie.

Max Wright, grający Williego, był już wówczas cenionym aktorem teatralnym, i granie "partnera kukiełki" sprawiało mu trudność i wprawiało w irytację. Otwarcie przyznaje, że pod koniec kręcenia serialu miał go serdecznie dość i chciał go tylko mieć za sobą. Zaraz po nakręceniu ostatniego odcinka 4. sezonu, wyszedł bez słowa z planu, spakował się i odjechał nie żegnając się z nikim.

Anne Shedeen, grająca Kate, przyznaje że mimo komediowego charakteru serialu, "na planie nie było żadnej radości", a cała ekipa była "wielką, dysfunkcjonalną rodziną".

Andrea Elson (Lynn) również wspomina napięcie spowodowane koniecznością "grania drugich skrzypiec przy kukiełce". Podczas kręcenia serialu zachorowała na bulimię, co jest widoczne w trzecim i czwartym sezonie. Na szczęście ma ona również przyjemne wspomnienie - to tam poznała swojego męża, który dostarczał jej scenariusze.

Ben Hertzberg, wówczas znany jako Benji Gregory, grający Briana, po finale serialu zagrał jeszcze w 3 filmach, po czym zakończył swoją przygodę z aktorstwem.

Wszyscy aktorzy zgodnie twierdzą, że nie żałują wystąpienia w serialu, który dał tyle radości widzom na całym świecie, ale ciężko im uwierzyć, że efekt końcowy był tak wspaniały, zważywszy jaki bałagan i ciężka atmosfera przez cały czas panowała na planie.

Źródła:
Angielska Wikipedia
Artykuł "Where Are They Now?" z Magazynu People z roku 2000

środa, 17 lutego 2010

Horror : Villmark

Norweski horror "Villmark" zawiera wszystko, co lubię w horrorach: las, zabójcę niewidzialnego do ostatniej chwili, skomplikowane charaktery, niedopowiedzenia, tajemnicze symbole pozostawiające furtki do daleko idącej interpretacji...No i ten niepowtarzalny, surowy, skandynawski klimat.

Producent telewizyjny ma w planie nakręcenie reality show, którego uczestnicy będą musieli wieść prymitywne życie w surowej północnej puszczy. Jako zwolennik pełnych doświadczeń i integracji, zabiera swoją ekipę z paroma przyjaciółmi oraz swoją dziewczynę, by przygotować ich do długotrwałych zdjęć w plenerze. Wprowadzają się do drewnianej chatki w środku głuszy, i oczywiście niewiele trzeba czasu, by nasi bohaterowie odkryli opuszczony namiot, a w pobliżu zwłoki...Już wkrótce zamaskowany szaleniec zgodnie z tradycją "slash" zaczyna polować na młodych filmowców, a najwyraźniej zna las jak własną kieszeń...

Obok fabuły, obiektywnie mówiąc trzymającej się gatunkowych ram, napotykamy w filmie na kilka przedmiotów i sytuacji, które podpowiadają że tajemnica tego miejsca i mordów może sięgać dużo głębiej, i wręcz trzeba obejrzeć film po raz kolejny, z zupełnie innego punktu widzenia: garnki z wodą ułożone w krąg na podłodze tuż przed zaginięciem jednego z mężczyzn, model samolotu, oraz odbicie w oknie na starym zdjęciu...czy ten mężczyzna kogoś przypomina..? Starczy tych podowiedzi - obejrzyjcie sami, bo warto.

środa, 12 sierpnia 2009

Film: M (1931, Fritz Lang)


Kultowy film kultowego reżysera Fritza Langa (nadal najbardziej znanego z futurystycznego arcydzieła Metropolis). Jeden z pierwszych filmów dźwiękowych, prekursor thrillera psychologicznego i flmu noir, ale przede wszystkim genialny sam w sobie. Nowatorskie ujęcia kamer, gangsterska akcja niczym nie ustępująca współczesnym filmom w swoim napięciu, misternie nakreślone sylwetki chorego psychopaty, jak również zdolnych policjantów i cwanych przestępców idących jego tropem. Klaustrofobiczny Berlin, niegościnny, pełen ciemnych, szemranych zakamarków. Od razu widać, kiedy reżyser zamiast myśleć akcją, myśli obrazami. W filmie wiele jest niezapomnianych scen, z których kilka pozwoliłem sobie zilustrować poniżej (ujawniają one fabułę filmu, więc jeśli ktoś chciałby wpierw samemu obejrzeć film, jest w całości dostępny na niezrównanym archive.org).


Morderca rzuca cień na plakat o zaginionych dzieciach.






Balonik wypuszczony przez zamordowaną Elsie, zaczepiony o druty telefoniczne.





Żebracy opłaceni przez przestępców obserwują ulice, szkoły, sklepy z zabawkami w poszukiwaniu mordercy.



Psychopatyczny zabójca Franz (Peter Lorre) obserwuje odbicie dzieczynki w oknie wystawowym i zmaga się ze swymi chorymi żądzami.



Komisarz Lohmann wpada na trop.






Dzieciobójca osaczony!







Przestępcy rozwiercają biurowiec by dostać się do Franza.

czwartek, 30 lipca 2009

Film: Faust (1926, F.W. Murnau)

Kto by przypuszczał, że człowiekiem współczesnym potrafi wstrząsnąć niemy film z roku 1926? A jednak - Faust Murnaua to jeden druzgoczący obraz za drugim, ciąg niesamowitych efektów specjalnych (autentycznie! Reżyser w pełni zdawał sobie sprawę z ograniczeń wynikających z czarno-białych barw i obrócił je na swoją korzyść), świetna gra aktorska, scenografia i kostiumy. Film był największą i najdroższą produkcją owych czasów, ale było warto: Oto na obrazku monstrualny Mefisto otula czarnym płaszczem miasto, rozsiewając zarazę. Wśród innych, niezapomnianych momentów filmu znajduje się przelot na magicznym dywanie nad fantastycznym krajobrazem (w całości zbudowanym w studiu), ślub perskiego szeika w towarzystwie sztucznych słoni (naprawdę) - apokaliptyczna inwokacja diabła wśród płomiennych kręgów na rozstajnych drogach...Brak dźwięku nie przeszkadza, pozwala skupić się na obrazach, a one są po prostu potężne. Kto nie wierzy, niech sam sprawdzi. Ja film dorwałem na archive.org (napisy w jęz. niemieckim)

Analiza (j. ang.)

Wikipedia (j, ang.)

wtorek, 21 lipca 2009

Kubrick: Lolita (1962) - Napisy Początkowe

"Lolita" to moim zdaniem pierwszy film Kubricka, w którym w pełni ujawnia się jego geniusz (chociaż na samym początku widać go przez sekundę, niezbyt genialnie uskakującego sprzed kamery).

W czasach kiedy nie było jeszcze wolno mówić o wiadomo czym, Kubrick nakręcił film na podstawie książki wiadomo o czym, i w całym filmie porozmieszczał dość sprośne aluzje, na tyle jednak dwuznaczne, że cenzura nie miała się czego uczepić. Sam początek filmu dużo mówi o klimacie całości. Widzimy tu dość niewinne malowanie damskich paznokci - dopóki nie wiemy, że stópka należy do nieletniej Lolity, a dorosła dłoń do czterdziestoletniego Humberta...I nagle nawet te niewinne waciki zaczynają niebezpiecznie się kojarzyć.

środa, 15 lipca 2009

Muzyka: Coldcut and Hexstatic - Timber

Trudno znaleźć bardziej kompletną całość niż piosenkę + teledysk "Timber" nagraną przez Coldcut i Hexstatic jako wyraz protestu przeciw wyrębowi lasów deszczowych. Utwór zaczyna się sygnałem S.O.S. w alfabecie morsa. Następnie powoli napiętrzają się samplowane piły mechaniczne i tarczowe, połączone z obrazami drwali, idealnie sprzężając dźwięk z obrazem. Następnie przez industrialny chaos przedziera się pierwotny duch lasu. Zwierzęta, rośliny i Indianie zaczynają swoją pieśń, przypominając, kto tu był pierwszy. Senny klimat znów zostaje przerwany przez jazgot maszyn, tnących i rozrywających drewno. Na koniec znów tryumfuje przyroda eksplodując kalejdoskopowymi feeriami barw. Idealna równowaga między dźwiękiem a obrazem, formą a treścią, ujęciem ekologicznego przekazu zarówno w samej konstrukcji piosenki (walka technologii z przyrodą), jak również w teledysku (użyte obrazy to wykorzystane przez muzyków archiwalne materiały Greenpeace, użyte za pozwoleniem i we współpracy z organizacją). Jeśli jeszcze nie widzieliście, obejrzyjcie teraz. Minęło 12 lat, a przekaz pozostaje nadal aktualny.

sobota, 11 lipca 2009

Kubrick: Analizy Eyes Wide Shut

Stanley Kubrick jest bogiem. A "Eyes Wide Shut" to mój ukochany film. Mnogość malutkich drobiazgów, które umykają nawet najuważniejszemu widzowi, pułapki, senne widma, nieścisłości umieszczone w filmowym świecie, rozbieżności i zbiegi okoliczności zostawione przez szatańsko skrupulatnego mistrza sprawiają, że film dopiero po kilku obejrzeniach ukazuje całe swoje piękno. Na szczęście nie jestem odosobniony w swoim uwielbieniu dla EWS - odnalazłem w internecie parę bardzo drobiazgowych analiz, które pozwoliły docenić mi ogrom pracy włożony w najdrobniejsze detaliki przez Kubricka.

Introducing Sociology: A Review of Eyes Wide Shut
Stanley Kubrick's Eyes Wide Shut
Niesamowicie drobiazgowa analiza ujęcie po ujęciu, linijka po linijce:
Notes On Eyes Wide Shut

Film jest nie do opisania. Jest jak osobny świat, i przynajmniej ja czuję, że bez przeczytania biografii Kubricka, obejrzeniu wszystkich innych jego filmów, poznania jego inspiracji, zainteresowań, pasji, fobii, nie sposób w pełni pojąć, co stworzył. Co nie znaczy, że nie można po prostu zachwycić się tą wielką tajemnicą.

piątek, 10 lipca 2009

Dokument: The Bridge

Wstrząsający i zmuszający do myślenia. Ekipa przez rok filmowała z obu stron most Golden Gate w San Francisco, wizytówkę miasta znaną niestety również jako najpopularniejsze miejsce samobójstw. W ciągu tego roku 12 osób popełniło samobójstwo skacząc z mostu. Większość tych skoków została zarejestrowana przez kamery, podczas gdy równie wielu samobójstwom udało się zapobiec. Każda ze sfilmowanych osób ma swoją własną historię, która zostaje opowiedziana przez ich rodziny i znajomych, nieprawdopodobne koleje losu i wrażliwość, która w końcu doprowadziła ich w to miejsce. Film prowokuje do rozejrzenia się wokół, zastanowienia czy przypadkiem tuż obok ktoś nie zmaga się z nieprawdopodobnym bólem i nie jest już o krok od podjęcia ostatecznej decyzji.

Horror: Uzumaki

Uzumaki to chyba mój ulubiony japoński horror. Fabułę można streścić w kilku słowach: Spokojne japońskie miasteczko zostało nawiedzone przez spiralę.

Tak jest, pierwszy raz w życiu widzę, żeby głównym złym bohaterem filmu był nie potwór, nie duch, nie psychopata, nie groźny robot...ale kształt geometryczny, który stopniowo opanowuje wszystko i wszystkich, z katastrofalnymi konsekwencjami. Ludzie giną na przedziwne sposoby, skręcając się w groteskowy sposób, bez wyraźnej przyczyny, i nikt nie potrafi nic zrobić...Tylko japończycy potrafiliby wpaść na tyle różnych potworności z zastosowaniem prostego kształtu: gigantyczni ludzie - ślimaki, śmierć w wielkiej wirówce, zombi z długim, spiralnym językiem.

Ciekawe jest to, że spirale zaatakowały nie tylko świat filmu - również samą kliszę, tworząc tylko na moment zawirowania i skrzywienia, które znikają, zanim widz zdąży skupić na nich wzrok.