Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psychologia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2015

Artykuły : 3 ciekawe artykuły na koniec marca

Witam!

Zgodnie z tradycją, 3 ciekawe artykuły na koniec marca oraz dodatkowo zapytanie.

Artykuły w języku angielskim.

The Professor And the Love Slave

In the Land of the Juggalos

The King of the Ferret Leggers

Zapytanie w języku polskim:

Zdecydowanie największym wzięciem na moim blogu cieszą się właśnie te odcinki specjalne, w których zamieszczam ciekawe artykuły. Ponieważ ja również uwielbiam wyszukiwać ciekawe artykuły i dzielić się nimi, wpadłem na pomysł stworzenia osobnego bloga, który specjalizowałby się w tej materii. Mógłbym na nim prezentować znalezione artykuły z większą częstotliwością niż tutaj, przykładowo dwa do trzech tygodniowo. 

Drodzy czytelnicy moi, co często zaglądacie lecz się nie odzywacie. Dajcie znać w ankiecie obok! Jeśli będzie zainteresowanie, z przyjemnością utworzę bloga pobocznego wyspecjalizowanego. Spokojnie, niezależnie czy ów nowy blog pojawi się czy nie, trzy artykuły miesięcznie pozostaną...Również dla mnie jest to zawsze ekscytujący moment kiedy mogę siąść i podzielić się czymś co mnie zaciekawiło. Pozdrawiam serdecznie!

I miłej lektury.

wtorek, 23 grudnia 2014

Artykuły : 3 ciekawe artykuły na Święta

Z najlepszymi życzeniami, trochę ciekawej lektury na nadchodzące wolne dni.




Artykuły w języku angielskim.

piątek, 5 grudnia 2014

Cyberkultura : Coffee Dad

Właściciel twitterowego konta Coffee Dad przyjął za cel regularnie informować czytelników o swojej największej pasji...od marca 2012:


i cóż, gdyby to było wszystko, wypadałoby jedynie pogratulować pomysłu i wytrwałości, by następnie z uśmiechem przejść z powrotem do spraw codziennych. Jednakże, regularnie spomiędzy postów miłośnika kawy wyziera coś jeszcze. Zaczęło się już w kwietniu 2012:


"W niektóre dni jest mi ciężej niż zwykle, piję kawę wspominając zmarłego syna"

Od tego czasu zainteresowanie rośnie bo jasne staje się, że Kawowy Tata to coś więcej niż internetowa "gwiazda jednego przeboju". I faktycznie, choć użytkownik nadal dba by dzielić się regularnie informacjami o swoim spożyciu kofeiny, co jakiś czas opuszcza filiżankę dając nam wgląd do tragicznych wspomnień.


"Jadę drogą, na której mój syn stracił życie, a ja straciłem wszystko"


17 lipca: "Dziś mój słodki aniołek miałby urodziny - proszę zawsze uważajcie na motocykle"

Stopniowo konto zyskuje kilka tysięcy obserwatorów, którzy setki razy podają dalej nawet najbardziej banalne wzmianki o kawie. Czytelnikom łatwo utożsamić się z Tatą - uzależnionym od codziennej dawki kofeiny, który codziennym rytuałem zdaje się maskować prawdziwe traumy i uczucia. Czasami jednak, bolesne wspomnienia biorą górę, co jest zupełnie zrozumiałe.


"Nie wytrzymam tego dłużej"


"Gdy powietrze staje się chłodne, a liście zmieniają kolory, czuję ból w sercu, tak głęboko, że nie mogę tego znieść. Zawsze będę cię kochał"

Powinniśmy sobie zdawać sprawę, że na 95% nie jest to prawdziwa osoba ani prawdziwa historia, przykładem jest trochę zbyt duża dawka czarnego humoru w halloweenowym poście: "Wiecie kim mój syn będzie w Halloween? Duchem, ponieważ postanowił jeździć po pijanemu". Fenomen jednak jest prawdziwy.

Skąd zatem sukces Kawowego Taty? Wynika on zapewne z naszej odwiecznej fascynacji tragediami i tajemnicami, zwykłymi ludźmi którzy za fasadą rutyny okazują się skrywać mroczne zdarzenia z przeszłości. Kto z nas nie zmaga się ze wspomnieniami, które na co dzień próbuje upchnąć jak najgłębiej, a które wytrwale wypełzają gdy zbliża się znajoma data, kiedy idziemy znajomą ulicą i zrywa się zimny wiatr...Gdyby Kawowy Tata ograniczył się jedynie do zdawkowych informacji na temat picia kawy, czy uzyskałby dzisiejszy wynik 137 tysięcy obserwatorów, czy pozostałby jedynie drobną ciekawostką w zalewie codziennych internetowych sensacji i dziwactw ?

Raz jeszcze, Coffee Dad:

piątek, 24 października 2014

Kultura : Dolina niesamowitości i lęk przed manekinami

Witam serdecznie. W duchu zbliżającego się Halloween i ja poczułem klimat oraz potrzebę, by podzielić się jedną z nielicznych rzeczy, która choć może nie napełnia mnie bezbrzeżnym przerażeniem, to jednak od dzieciństwa wywołuje u mnie uczucia mocno nieswoje.

Manekiny - modele z tworzywa, zastygnięte w jednej pozie, ucharakteryzowane by mniej lub bardziej przypominać istoty ludzkie. Niebezpiecznie blisko tzw. "doliny niesamowitości" czyli momentu gdzie coś, co ma nam przypominać żywego człowieka osiąga poziom realizmu, który zamiast komfortu psychicznego budzi w nas dyskomfort, a nawet strach. Zamieszczam a propos ciekawy wykres stworzony przez prof. Masahiro Mori:


Teoria jego głosi, że im bardziej przedmiot martwy zbliża się wyglądem do istoty ludzkiej - tym większa nasza do niego sympatia - do pewnego momentu. Następuje bowiem gigantyczny uskok, który tłumaczy też czemu zombie pozostają wiecznie żywym (haha) tematem wszelkiej maści filmów i gier komputerowych - zamieszkują samo dno naszej doliny, będąc, całkiem dosłownie, jednocześnie żywymi ludźmi i martwymi ciałami.

Wróćmy do tematu. Manekiny, które niepokoją mnie od kiedy tylko pamiętam (i na pewno nie pomogła obejrzana w dzieciństwie niewinna komedia romantyczna). Nie jestem sam - lęk przed manekinami i lalkami jest fobią bardzo powszechną i nosi nazwę pediofobia. Poniżej kilka filmów dla osób, które jak ja, fobię leczą metodą masochistyczną - zderzając się z premedytacją z tematem, który najbardziej rozstraja ich nerwowo.

Najpierw klasyk - Krótki film "Still Life", reż. Jon Knautz:


Następnie, o nieco podobnym wydźwięku, włosy jeżąca scena z gry Condemned:


Oraz Wycinek programu typu "ukryta kamera" z wysp. Osobiście nie odnajduję tu nic śmiesznego...brrr.


Gdyby komuś było mało, zostawiam was z miejską legendą rodem z Meksyku. "La Pascualita" - manekin od roku 1930 wystawiany w oknie wystawowym sklepu z sukniami ślubnymi w mieście Chihuahua. Od momentu pojawienia, manekin ze względu na niesamowicie realistyczne wykonanie, dawał początek najdziwniejszym plotkom - wielu uważa, że manekin to w rzeczywistości doskonale zabalsamowane zwłoki córki właściciela, która zmarła w dniu swojego ślubu, ukąszona przez czarną wdowę. Rzecz jasna, całokształt wiedzy naukowej podpowiada nam że niewykonalne jest tak doskonałe zachowanie zwłok przez tak długi czas - nie da się jednak zaprzeczyć, że realizm wykonania jest powalający (spójrzcie tylko na dłonie). Co więcej niektórzy klienci przysięgają, że manekin wodził za nimi wzrokiem lub poruszył się nieznacznie...



źródła: 

środa, 20 czerwca 2012

Psychologia : "Przeglądacz"

Niechaj ten post będzie kolejnym postem a także przy okazji pewnym usprawiedliwieniem mojej zmniejszonej aktywności. Osobowość typu Przeglądacz (moje własne nieporadne tłumaczenie angielskiego terminu "Scanner personality"), to moja osobowość, z którą w pełni się identyfikuję od kiedy dowiedziałem się o jej istnieniu.

Typowy Przeglądacz jest przeciwieństwem Specjalisty. Specjalista to człowiek, który jest ekspertem w jednej konkretnej dziedzinie, której bezgranicznie się oddaje, z którą wiąże swą profesję bądź też czas wolny. Wie w czym jest dobry i co go interesuje. Wielu ludziom wydaje się, że każdy powinien być Specjalistą, że każdy w swym życiu powinien odnaleźć jedną pasję i jej się oddawać, zaś jeśli zainteresowania jego są rozmyte i nie skupione na konkretnej dziedzinie, to prawdopodobnie coś w życiu zawalił, zbłądził i nigdy już nie odnajdzie swej drogi. Tego typu przemyślenia są nieodłączną zmorą Przeglądacza i bez ustanku hamują go i dołują.

Przeglądacz jest bowiem osobą, którą interesuje wszystko. Zainteresowania powracają cyklicznie, bądź przychodzą i znikają gdy Przeglądacz zaspokoi swoją ciekawość tematu. Dziś sztuka układania kwiatów, za tydzień rakieta domowej roboty, potem wyłącznie architektura bizantyjska. Pewna "skanerka" opisywała na swym blogu o tym, jak zaczęła pasjonować się karate. Po dojściu do brązowego pasa stwierdziła, że wystarczająco zgłębiła temat i porzuciła sztuki walki, by zainteresować się językiem rosyjskim. Po osiągnięciu poziomu zaawansowanego straciła zainteresowanie i udała się w innym kierunku. Jeśli wydaje ci się to znajome, drogi czytelniku, nie martw się: nic ci nie dolega i na pewno nie jesteś gorszy od innych. Ty i ja to Przeglądacze. By jeszcze poprawić Ci humor, przypomnę że paręset lat temu ludzie tacy jak my zwani byli "Ludźmi Renesansu" ;)

Z pomocą przychodzi nam pani Barbara Sher, która w swych książkach "I could do anything if I only knew what it was", oraz nowszą "Refuse to choose!" po raz pierwszy opisała typ Przeglądacza oraz mocne i słabe strony tegoż, dając mnóstwo rad i pomysłów na wykorzystanie pełnego potencjału owej cudownej osobowości. Muszę chyba kupić te książki. Choć z moim Przeglądactwem (i z faktem że nigdy nie będę Specjalistą w jednej dziedzinie) pogodziłem się dawno, mam uczucie że wciąż zbyt dużo rzeczy wymyka mi się spod kontroli i mógłbym lepiej panować nad moimi rozległymi pasjami i kilkudziesięcioma zaczętymi, a wciąż niezakończonymi projektami.

By jeszcze bardziej pocieszyć mych Przeglądaczy po fachu, podzielę się z wami rzeczami którymi jednocześnie się zajmuję już od dawna:

Siedem równolegle prowadzonych projektów muzycznych (plus 3 zespoły w przeszłości);
Mój netlabel Underpolen;
Gry komputerowe (dwie większe, siedem mniejszych) ;
Czasopismo które wydawałem przez rok i szczęśliwie zdecydowałem się przestać gdy zabrakło w/w pasji.

^To jedyne rzeczy ukończone i pod kontrolą. Następnie rzeczy które chaotycznie uzupełniam gdy chwilowo poczuję przypływ woli.

Jedna wielka gra którą ze zmiennym poświęceniem lepię już od trzech lat i nie jestem nawet w połowie;
Gra tekstowa (gotowy dopiero jeden rozdział);
Level do Knytt Stories, który mimo że jest piękny i gotowy w 3/4, chyba nigdy nie zostanie zakończony;
Film animowany z którego mam może 3 minuty;
Około pięciu pozaczynanych wiele lat temu "opowiadań" czy "powieści";
Rozmaite "dziełka" graficzne, które w wolnym czasie tworzę głównie z ciekawości co wyjdzie na końcu. Ostatnio, by symbolicznie je opanować zacząłem zamieszczać je na janstrach.blogspot.com .
Oczywiście nadal istnieje moja kolekcja starych planów miast i map, której nie mam kiedy rozbudowywać;
Niegdyś zacząłem listę wypitych piw, którą układałem wg indywidualnych ocen smakowych - znudziło mi się po przekroczeniu 50ciu;
Pozaczynane i nigdy nie zakończone koncepty gier karcianych, planszowych itp.;

Czy to wszystko? Ależ nie!

Z nowszych: Ostatnio przez miesiąc pasjonowałem się szachami. Grałem w nie wciąż na komórce, rozczytywałem się o taktyce, strategii, uczyłem się otwarć i analizowałem szachowe zagadki. Po miesiącu mi przeszło.

Jakiś czas temu podjąłem mocne postanowienie (haha!) iż przeczytam Finnegan's Wake. Dawałem dzielnie radę przez 3 strony. Przeszło. Dla zainteresowanych, online tutaj z mnóstwem komentarzy.

Jak wyżej, "Boska Komedia". Nie wiem czemu nie mam już ochoty, albowiem jest naprawdę ciekawe. Doszedłem do połowy "Piekła". Dla zainteresowanych wspaniała strona z dwoma przekładami do wyobru i mnóstwem przypisów tutaj.

Inne rozpoczęte i porzucone zainteresowania: programowanie (które regularnie próbuję podjąć i zniechęcam się przy pierwszych trudnościach), filozofia, astronomia, utwory na podstawie formuł matematycznych (fajnie się je rozpisuje, ale nie mam ochoty ich nagrywać), matematyka, historia języka, język francuski, mieszanie drinków (mój bajerancki shaker już zdążył zardzewieć), rzeźba w drewnie (szczęśliwie nim moje zainteresowanie minęło nie zdążyłem kupić nawet dłutka)...to tylko te które w tej chwili przychodzą mi do głowy.

I mnóstwo,

mnóstwo,

innych pierdół.

Oczywiście jak najbardziej temat zahacza o niniejszego bloga. Gdy zaczynałem, było mnóstwo rzeczy o których chciałem wspomnieć. Następnie były to rzeczy jakie na bieżąco znajdowałem w internecie. Ale ostatnio z długaśnej fazy absorpcji - czytania o rzeczach, zbierania danych, którymi mogłem się podzielić - przeszedłem w długaśną fazę produkcji, wydając na świat mnóstwo muzyki, obrazków, itd - na co poświęcam 90% czasu. Co będzie dalej - nie wiem gwarantuję co najmniej 1 post miesięcznie.

Fakt, frustruje mnie to mnóstwo pozaczynanych projektów, ledwo napoczętych zainteresowań, ale pocieszają mnie dwie rzeczy: po pierwsze, mimo wszystko uwielbiam uczucie gdy dowiaduję się zupełnie nowych rzeczy, zawsze wolę posiadać garść informacji na określony temat, niż nigdy się nim nie zainteresować - bo każdy nawet ślad takiej wiedzy to rzecz piękna, która wzbogaca życie i wprowadza trochę barwy, choćby nieznacznie - uczucie, którego Specjaliści na pewno rzadziej mają okazję zaznać niż Przeglądacze.

Po drugie, dzięki internetowi, wiem że nie jestem sam - jest mnóstwo Przeglądaczy - "Scanners" na całej planecie i wcale nie uważamy się za gorszych! Są o nas książki!

Czy i ty jesteś Przeglądaczem, którego zainteresowania nieustannie skaczą, zmieniają się, cyklicznie odnawiają się i zanikają? Zostaw ślad w komentarzach!


poniedziałek, 10 października 2011

Psychologia : Hipergrafia

Hipergrafia to medyczny termin na chorobliwą i kompulsywną potrzebę nieustannego pisania.

Uważa się, że hipergrafię mieli Van Gogh i Dostojewski, Lewis Carroll (zachowanych jest niemal 100 000 listów jakie pisał bez ustanku do znajomych i rodziny) oraz kompozytor Alan Hovhanness (pozostawił po sobie w sumie 500 kompozycji, a jeszcze 500 w młodości spalił, ponieważ chciał zacząć od nowa swą przygodę z komponowaniem po otrzymaniu surowej krytyki).

Również pisarz/grafik-outsider Henry Darger, dziwaczny na tyle, że zasługuje na osobny post, kilkadziesiąt lat swego życia poświęcił pisaniu gigantycznej powieści (ponad 15 000 stron - najdłuższa powieść świata) "The Story of the Vivian Girls".

W USA swego czasu głośno było o sprawie Virginii Ridley, rzekomo więzionej we własnym domu przez 27 lat przez własnego męża. Podczas procesu o przetrzymywanie i morderstwo, Alvin Ridley jako dowód swej niewinności przedstawił pamiętnik zmarłej żony, długi na ponad 10 000 stron, z którego wynikało, że Virginia cierpiała zarówno na ciężką agorafobię jak epilepsję (oraz najwyraźniej hipergrafię). W połączeniu z materiałem dowodowym z miejsca zgonu, sąd uznał że zmarła ona na skutek ataku drgawek, a mąż został uniewinniony.

Rekordzistą pod kilkoma względami jest wielebny Robert Shields, który prowadził dziennik od roku 1972 do 1999, kiedy udar uniemożliwił mu dalsze pisanie. Każdego dnia zasiadał kilkanaście razy do maszyny do pisania, dokumentując każde 5 minut (!) swojego życia. Jego dzienniki, liczące 37,5 miliona słów, są najdłuższymi udokumentowanymi pamiętnikami tego typu.

Mimo że wielebny Shields zapisał w testamencie, że treść pamiętnika może zostać upubliczniona dopiero 50 lat po jego śmierci (zmarł w 2007), kilka stron wydostało się na światło dzienne, dając nam pogląd na fascynująco drobiazgowe i szczegółowe zapiski wszelkiego typu.

Możemy przeczytać jakie leki i w jakich ilościach zażywał pastor, jak zmieniał się stan licznika co minutę gdy jechał samochodem, jakiej konsystencji były jego stolce, ile kosztowała wołowina jaką kupował, jednocześnie niepokojące i fascynujące spojrzenie na zupełnie obce życie.

Informacje zaczerpnięte niemal w całości z ang. Wikipedii

piątek, 25 czerwca 2010

Paranormalia : Zwarcie w mózgu Britney



Zazwyczaj na blogu nabijam się z rzeczy "paranormalnych" ponieważ zwolennicy tych "paranormalnych" teorii sami te zjawiska wywołują, próbując oszukać innych, lub dopatrują się śmiesznie fantastycznych fenomenów w zdarzeniach, które można całkowicie racjonalnie wytłumaczyć. Dla mnie zjawisko paranormalne, to zjawisko, którego nie da się wytłumaczyć. I dla mnie paranormalne jest to, co stało się z Britney w prezentowanym fragmencie wywiadu. Z jakiegoś powodu to co się tu dzieje wywołuje u mnie ciarki. Z komentarzy na YouTube widzę, że nie jestem jedyny. Nic tak nie przeraża jak coś, czego nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Interpretacje proponowane przez widzów: Smutek po rozstaniu z Justinem, załamanie nerwowe, rozdwojenie jaźni (przez moment wydaje się, jakby rozmawiała z kimś niewidzialnym), kontrola umysłu od wczesnego dzieciństwa, awaria wypranego mózgu - w reakcji na słowo "weird". JEdno jest pewne - coś jest tu bardzo nie w porządku.

piątek, 18 grudnia 2009

Paranormalia : Ghost Box


"Ghost Box" to radio zmodyfikowane w ten sposób, by bez przerwy skanowało stacje FM w zamkniętej pętli. Ten element "losowości" oraz udostępnienie pasma radiowego ma ułatwić nam, śmiertelnikom komunikację z duchami i rejestrację EVP (Electronic Voice Phonomenon) - czyli najprawdziwszych nagrań głosów duchów, i to w czasie rzeczywistym.

Po obejrzeniu paru filmów uzytkownika Madhobbit, który tą techniką para się od dawna a rezultaty swoich "rozmów" zamieszcza na Youtubie, sceptycy ze strony internetowej światowej sławy sceptyka Jamesa Randi są zgodni: podpucha jest w tym miejscu tak oczywista, że nie ma tak naprawdę czego demaskować.

Radio przestawiające się co sekundę na inną stację, trafi w końcu na urywek rozmowy, jedno słowo, pół zdania, które przypadkiem może odnosić się do np. zadanego przed chwilą duchowej społeczności pytania.

Zresztą, co tu dużo gadać - omawiany na www.randi.org film prezentujący Ghost Box (prezentacja "rozmów z duchami" w drugiej połowie video, i wiele, wiele innych na kanale użytkownika) jest niemalże jak instrukcja demonstrująca wszystkie możliwe zabiegi dokonywane przez miłośników duchów na widzach i samych sobie, by udowodnić, że zarejestrowany chaos nosi znamiona logicznych wypowiedzi.

1. Upiorna czołówka tworząca odpowiedni "klimat"
2. W dalszym ciągu upiorna muzyka
3. Rejestrujemy rozmowy z pozawymiarowymi istotami, zatem używamy najtańszego możliwego radia, i malutkich głośniczków?
4. Jeśli prezentowane wypowiedzi duchów pasują do napisów - nie ma w tym nic dziwnego. Jeśli bełkot jest na granicy zrozumienia, wystarczy tylko mała podpowiedź, by bezsensowny dźwięk nagle nabrał językowego znaczenia (vide reverse speech). Spróbujmy jednak wychwycić te same wypowiedzi nie patrząc na video - okaże się, że nie zauważyliśmy tych bardzo istotnych, za to wpadły nam w ucho zupełnie inne...
5. A co za tym idzie, skąd taka selekcja, czemu niektóre wypowiedzi zostają od razu zaakceptowane jako "duchowe", a inne, równie zrozumiałe, pochodzą jednak z radia?
6. Jako, że w astralnej rzeczywistości fruwa mnóstwo duchów naraz, i każdy ma coś do powiedzenia, absolutnie zrozumiały jest fakt, że co chwila odzywa się inna osoba...
7. Czemu niektóre odpowiedzi pojawiają się od razu, inne wcale, inne znowu po zadaniu zupełnie innego pytania? Naturalnie, ponieważ rozmowy z duchami to sprawa skomplikowana, a komunikacja międzywymiarowa jest bardzo utrudniona.

Czy powinniśmy być źli na MadHobbita, że naciąga biednych fanów? Nie, podejrzewam, że jak większość Paranormalnych Poszukiwaczy, jest on absolutnie przekonany, że słyszy głosy zmarłych, i tak jak większość ludzi święcie przekonanych o czymkolwiek, tak bardzo chce wierzyć, że nie ma mowy, by cokolwiek otworzyło mu oczy. Przynajmniej ma pasję!

Zjawisko EVP, choć czasem zastanawiające, zawsze jednak sprowadza się do tego samego: poszukiwaniu zrozumiałych dźwięków w niezrozumiałym chaosie. A dzięki pareidolii, czyli naturalnej tendencji istot ludzkich do wyszukiwania znajomych kształtów czy wzorów (twarzy, czy dźwięków mowy ludzkiej) w zupełnie przypadkowych konstelacjach i powierzchniach - do głowy przychodzi natychmiast natłok Jezusów i Matek świętych objawiających się co jakiś czas na odrapanych ścianach, korze drzew, śladach rdzy, w zaciekach wodnych, plamach farby, czy nawet na toście z serem.

Czyli: Jeśli chcemy coś usłyszeć wśród szumu, to usłyszymy, tak samo, jak jesteśmy w stanie ujrzeć zarys twarzy w plątaninie gałęzi lub profil kotka w plamie rozlanej herbaty. A jeśli chcemy coś usłyszeć na wybrany temat, wyobraźnia ułoży z przypadkowych dźwięków odpowiednie słowa, a ile usłyszymy zależy jedynie od tego na ile jesteśmy w stanie uwierzyć.

Sceptycy omawiają "Ghost Box" na www.randi.org
Kanał Madhobbita
Kolekcja EVPs zebranych w nawiedzonych miejscach, jedna z wielu tysięcy w internecie... na ile autentyczne są te nagrania, zależy od tego na ile jesteśmy w stanie uwierzyć...autorom nagrań, zaklinającym się, że na pewno absolutnie nikt inny nie mówił podczas rejestracji dźwięków.
Pareidolia Project - mnóstwo "znajomo wyglądających kształtów" w przypadkowych obrazach, zebranych w jednej, wielkiej kolekcji.

piątek, 11 grudnia 2009

Ptaki : Jizz

Chociaż słowo "jizz" w potocznym języku angielskim miewa różne, nie zawsze piękne znaczenie, to w terminologii obserwatorów ptactwa okazuje się być terminem bardzo przydatnym. "Jizz" określonego ptaka to zestaw cech charakterystycznych, koloru, wielkości, sposobu lotu, chodu, śpiewu, które pomogą go zidentyfikować nawet jeśli niemożliwa jest dokłądniejsza obserwacja upierzenia, kształtu dzioba i tak dalej.

Najwcześniejsze zanotowane użycie słowa "jizz" w tym znaczeniu występuje w książce Thomasa Coward'a “Bird Haunts and Nature Memories” z roku 1922. Pisze on: "gdy podczas spaceru nagle, daleko przed nami zauważamy kogoś, i natychmiast wiemy kto to jest, mimo że nie jesteśmy w stanie dostrzec ani rysów twarzy, ani ubioru - a jednak przekonani jesteśmy, że nie mylimy się w tej kwestii; jest coś w chodzie, postawie, ogólnym naszym wrażeniu na widok tej osoby, co natychmiast rozpoznajemy. To jest właśnie "jizz" tej konkretnej osoby". Coward twierdzi, że on z kolei zapożyczył ów wyraz od irlandzkich rybaków, którzy zapytani w jaki sposób są w stanie po jednym rzucie oka ocenić, jakie dzikie stworzenia plątają się w oddali po skałach i wybrzeżach, odpowiadali, że to dzięki tzch stworzeń "jizzowi" właśnie.

"jizz" w angielskiej wikipedii
definicja i historia "jizz" na www.birdwatching.co.uk (j. ang.)

piątek, 23 października 2009

Gry Komputerowe: Neopets i manipulacja


Neopets, wirtualny świat pełen przesłodkich, bajkowych futrzaków, w ciągu kilku lat rozrósł się do ogromnego imperium - zarówno wirtualnie (początkowo przedstawiany jako płaska plansza z paroma miejscami, do których można się udać, obecnie ma postać ogromnego globu, który trzeba obracać by zobaczyć wszystkie lokacje) jak i finansowo. Jest to zasługą Douga Dohringa, który zauważył tkwiący w pomyśle potencjał i zainwestował w przedsięwzięcie wielkie pieniądze, jak również zastosował scjentologiczne techniki biznesowe - stosowane w kulcie, którego jest członkiem.

Nie tylko scjentologiczne zabiegi wzbudziły kontrowersje wśród zaniepokojonych rodziców, których dzieci przesiadywały godzinami na www.neopets.com, również fakt pojawienia się parę lat temu możliwości kupna wirtualnych przedmiotów dla swego ulubieńca za prawdziwe pieniądze - opcja nazwana neocash, obok bardziej niewinnych neopoints - wirtualnych punktów, które zdobywało się w grze i można było wydawać na zabawki, przekąski, mieszkanie zwierzaka. Kupowanie nieistniejących rzeczy za prawdziwe pieniądze - pomysł zupełnie absurdalny, a pojawiający się już w Polsce, pod postacią np. wirtualnych kwiatów czy pucharów dostępnych na Naszej Klasie. Jako że w neopets grały głównie dzieciaki, serwis został oskarżony o pranie mózgów nieletnich osób i uzależnianie ich od wirtualnych zakupów. Mamy również wirtualną giełdę, z akcjami wirtualnych firm, jak również mnóstwo targowisk, gdzie można rzeczy kupione za mozolnie uzbierane neopunkty sprzedać za jeszcze większą ilość mozolnie uzbieranych neopunktów. Jednak nie tylko zakupy uzależniają, futrzaki zdobywają bowiem przez cały czas punkty znane nam z gier rpg, doświadczenie, siłę, prędkość, mądrość - co przemawia nawet do całkiem dorosłych graczy - a poza tym wszystkie są niesamowicie słodkie. To wszystko w połączeniu z opcją zdobywania coraz większych ilości neopunktów, które można wydawać na coraz większe i bardziej kolorowe nieistniejące przedmioty - sprawia, że wirtualny świat ciężko opuścić. Jeśli jednak przezwyciężymy irracjonalny żal przed pozbyciem się czegoś, co przecież nigdy nie było prawdziwe, a pożera nasz czas i koncentrację, serwis nie ułatwia nam zadania.

Czas już wyjawić wstydliwą prawdę - i ja, człowiek dorosły, do niedawna nie mogłem się powstrzymać przed nabijaniem wirtualnych punktów i zdobywaniem kolejnych stopni doświadczenia dla niebieskiego Jubjuba, który wygląda tak:
Wyobrażacie sobie opuszczenie tego uroczego maleństwa?

Oczywiście, że tak! Nasz dziwny mózg każe traktować nam rysunek na monitorze jak prawdziwe, żywe, czujące stworzenie. Co się dzieje, kiedy zacisnę zęby i kieruję się do schroniska, ponuro wyglądającego mrocznego domu na przedmieściach stolicy krainy? Do wyboru mam troje drzwi:


"Adoptuj - "Przenieś" - "Porzuć"
Drzwi "Adoptuj" są różowe, przyozdobione kwiatkami, a w środku wita nas uśmiechnięty różowy jednorożec. Aż ciepło się robi na sercu! Za drzwiami "Przenieś" czeka na nas złowrogi robot. Tu możemy przekazać neopeta innemu użytnikowi który ma konto na neopets. Jednak nie mamy żadnego znajomego i chcemy po prostu pozbyć się stworzenia, żeby móc zamknąć konto...Drzwi "Porzuć" otwierają się i...


AAAAA!!!

Neopetowa wersja doktora mengele, z obłąkanym uśmiechem, w kitlu, a za nim błyszczące w mroku złowrogie oczy...Tylko czekają, by przeprowadzić na moim Jubjubie serię obłąkanych eksperymentów, gdy tylko przekażę go w ich ręce! Zastanówmy się chwilę. Czy w porządku jest takie chamskie granie na emocjach użytkownika, który po prostu dokonał wyboru, by zrezygnować z wirtualnego pupila? Czy zadaniem serwisu nie powinno być ułatwienie tego zadania, beznamiętne przeprowadzenie przez proces i zaakceptowanie wyboru gracza, jaki on by nie był? Nawet wrażliwy dorosły człowiek może się wzbraniać przed oddaniem wirtualnego słodziaka w ręce obłąkanego profesora (mimo, że wie że jest to świadomy i perfidny zabieg twórców strony) - a co dopiero dzieci w wieku od 8 lat, wierzące w bajkowe światy i fantastyczne stworzenia, przywiązane do swojego kolorowego ulubieńca - co mają zrobić, jeśli chcą przestać grać? Jaki mały chłopiec czy dziewczynka przekaże swoje zwierzątko zwariowanemu doktorowi? W każdym normalnym serwisie powinno wystarczyć wciśnięcie guzika, by móc się z nim pożegnać. Gdy pokaże nam się Neomengele, poniżej również pojawia się przycisk. Wystarczy kliknąć, i raz na zawsze pożegnać się z neopetem. A oto jak wygląda ten przycisk:

Zrozpaczony neozwierzak, a na przycisku, pełne niedowierzania "Wyrzuć mnie".
Nie, "oddaj mnie do adopcji", nie - "do widzenia" i uśmiechnięta buzia. Klikając ten przycisk, "wyrzucamy" zwierzaczka na śmietnik, przekreślając wszystko, co nas łączyło. Ale chwila, jest lepiej! Przycisk ma kilka wersji:
"Wykop mnie za drzwi"

A więc chcesz biedaka, z którym spędziłeś tyle czasu, wziąć za kudły i dać mu kopa, nie tłumacząc nawet dlaczego? Bydlak bez serca!

A teraz absolutny hit:"Pozwól mi umrzeć"

No, na co czekasz? Można zamknąć konto w tej chwili! Wystarczy tylko nacisnąć przycisk!
I znów wyobrażam sobie dziesięciolatka, który już nie chce grać w tę grę, przed którym pojawia się taki przycisk. Brawo za podejście do małoletnich, neopets!

A może nie trzeba oddawać zwierzaka do obozu koncentracyjnego, wykopując go za drzwi i zostawiając, by umarł w laboratorium. Może po prostu zostawić go, aż umrze z głodu?
Nie ma takiej opcji. Status niekarmionego neopeta zmienia się na "umierający" i... taki zostaje w nieskończoność. Nie da się go zagłodzić na śmierć, uczcić minutą ciszy i wrócić do normalnego życia. Za to można mu zapewnić wieczne, niekończące się przedśmiertne konwulsje. Kto robi coś takiego swojemu zwierzęciu? Zwłaszcza, że wystarczy dać mu wirtualne ciasto i znów staje się radosnym, najedzonym towarzyszem zabaw.

W końcu wreszcie znalazłem sposób, by obejść smętne schronisko i szalonego laboranta, opcję bez budzących grozę potwornych komnat, gdzie zostawia się pupila, by wykrwawił się podczas rysunkowej wiwisekcji, widniał tam tylko tekst, sucho oświadczający, że niniejszym likwiduję konto i zwierzaka, że oto mogę opuścić ten fantastyczny świat, bez najmniejszego poczucia winy. Wystarczy tylko wcisnąć przycisk. A na samym dole:
"Proszę, nie opuszczaj nas :( "

I na tym zakończę.
Czy w końcu zamknąłem konto? Wolałbym nie odpowiadać.

Neopets
Wired: "Uzależnienie od neopets" j.ang. - bardzo ciekawy artykuł w temacie
The Daily Neopets, j. ang. - serwis opisujący około stu rzeczy, które można robić dzień w dzień by zarabiać więcej wirtualnych punktów.

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Psychologia: Interakcja Paraspołeczna

Interakcja paraspołeczna polega na poczuciu społecznej, rzeczywistej więzi z nieosiągalną bądź fikcyjną postacią, najczęściej bohaterem filmu, serialu, książki, gwiazdą muzyki czy sportowcem.

Szczególnie podatne na ogarnięcie takim uczuciem (rzecz jasna jednostronnym) przynależności czy też porozumienia z bohaterem serialu są osoby na co dzień samotne, pozbawione rzeczywistej interakcji ze społeczeństwem. Jako "zwierzę stadne" czy też ładniej mówiąc istota społeczna, człowiek odczuwa naturalną potrzebę przebywania wśród osób podobnych sobie, zaś pozbawiony takiej możliwości często wytwarza silną, a nawet chorobliwą zażyłość z osobą, która nawet nie ma o tym pojęcia.

Brak wzajemności nie przeszkadza fanom w odczuwaniu satysfakcji z dzielenia trosk i radości ze swoim bożyszczem, i pod każdym innym względem relacje te przypominają relacje występujące normalnie w społeczeństwie. Niebezpieczeństwo pojawia się, gdy serial schodzi z anteny lub ukochany bohater ginie - depresja i szok niczym nie ustępują uczuciom towarzyszącym utracie bliskiej osoby z rodziny.

Twórcy programów telewizyjnych doskonale zdają sobie sprawę z ogromnego wpływu telewizji na tych biednych osobników i wykorzystują zjawisko interakcji paraspołecznej, np. w talk-showach, gdy prowadzący zwraca się bezpośrednio "do telewidza", niejako symulując rzeczywisty kontakt i raport. Portale społecznościowe, a jeszcze bardziej wszelkiego rodzaju internetowe symulacje zmyślonych światów i stworzeń bazują na uczuciach sympatii, przywiązania, litości wśród internautów by jak najdłużej związać ich ze swoją stroną, czy nawet skłonić do dokonywania wpłat by tą urojoną przyjaźń jeszcze bardziej uatrakcyjnić.

Jeszcze do niedawna interakcja paraspołeczna była domeną osób nieśmiałych, introwertycznych, a także osób starszych przebywających samotnie w domu zamiast w towarzystwie. Obecnie jednak taka "zastępcza" przyjaźń staje się wygodnym surogatem prawdziwych relacji dla zdrowych, normalnych ludzi którzy po prostu zbyt są zabiegani by poświęcać czas na spotkania z rzeczywistymi znajomymi.

Wikipedia (j. ang.)

"Imaginary Friends" Buttler & Pickett w Scientific American (j. ang.)

środa, 22 lipca 2009

Media: Dysfunkcja narkotyzująca

W ankiecie przeprowadzonej przy okazji uroczystości wręczenia Oscarów, 66% respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem "z przyjemnością oglądam uroczystość". Jednak jedynie 34% zgodziło się ze stwierdzeniem "co roku oczekuję na uroczystość wręczenia Oscarów". Czyżby ze wszystkich ludzi co roku oglądających Oscary, jedynie 1/3 robiła to rozmyślnie, a cała reszta po prostu zostawiała program włączony, mimo że nie są zainteresowani? Kolejne pytania potwierdziły małe zaangażowanie w przebieg uroczystości i sugerują, że większość ludzi ogląda program bezmyślnie, nie potrafiąc nawet stwierdzić czemu.

Według Michaela Reala, którego cytuję powyżej, wyniki potwierdzają istnienie fenomenu opisanego przez Lazarsfelda i Mertona, zwanego "dysfunkcją narkotyzującą".

Pojęcie opisuje negatywny wpływ długotrwałego oddziaływania mediów na statystycznego odbiorcę. Telewizja wywołuje u oglądającego stan podobny do narkotycznego otępienia, na skutek którego widz jest w stanie przez kilka godzin oglądać coś, co zupełnie obiektywnie nie interesuje go tak bardzo.

Skutki dysfunkcji są niestety bardziej poważne i obserwowalne wokół nas. Widz, będąc bacznym obserwatorem i trzymając rękę na pulsie aktualnych wydarzeń dzięki mediom, zaczyna mylić wiedzę o problemach z aktywnym udziałem w ich likwidowaniu, wskutek czego nabiera mylnej świadomości, że będąc świadomym pewnych zjawisk - już ma bezpośredni wkład w życie społeczne.

Obserwacja myli się z działaniem, co owocuje narodzinami nowego typu społeczeństwa, ludzi otępiałych i pasywnych, odrętwiałych obserwatorów przekonanych o swoim pozytywnym wpływie na sprawy współczesnego świata. Jednak jedynie przyjmując informacje, nie mają tak naprawdę żadnego wpływu na nic.

Wikipedia
Encyklopedia Mediów
Michael R. Real, "Exploring Media Culture"

wtorek, 14 lipca 2009

Kontrkultura: Psychogeografia i Derive

Niedługo po drugiej Wojnie Światowej we Francji pojawił się szereg grup artystycznych rozczarowanych ówczesną sytuacją sztuki i marazmem zadowolonego mieszczańskiego społeczeństwa. Wśród nich największy rozgłos zyskali Letryści, pod wodzą Guya Deborda.

Letryzm uznawał, że we wszystkich dziedzinach sztuka osiągnęła maksymalne nasycenie i wraz z nadejściem Dadaizmu wyczerpały się możliwości dostępnych mediów, kierunków i teorii sztuki.

Jednocześnie następowała wielka rewolucja przemysłowa. Automatyzacja, produkcja seryjna, rozrastający się system mediów - letryści w tę stronę zwrócili się w celu ratowania sztuki i szukania absolutnie nowych wyrazów kreatywności artystycznej - i tak narodził się sytuacjonizm.

Tok rozumowania był taki: Z jednej strony, sztuka jaką znaliśmy do tej pory skończyła się. W ramach jakie znaliśmy do tej pory, wszystko jedno, czy muzycznych, malarskich, poetyckich - nie powstanie już nic nowego, nic rewolucyjnego. Z drugiej strony uprzemysłowienie wszelkich dziedzin produkcji sprawia, że nagle każdy przeciętny człowiek dysponuje ogromną ilością czasu wolnego. Sytuacjonizm postulował połączenie obu tych zjawisk i czynienie z codziennych sytuacji, pozornie nudnych i trywialnych, okazji do poszukiwań artystycznych, tworzenie SYTUACJI z pozornie zwyczajnych miejsc i zdarzeń, sytuacji zaspokajających potrzeby ludzi złaknionych sztuki i piękna, ale też przede wszystkim zmieniające znaną dotychczas rzeczywistość w zupełnie nową jakość, co pociągało za sobą (jak mieli nadzieję sytuacjoniści) zupełnie nowe rodzaje przeżyć, nieosiągalne przy odbiorze dotychczasowych gałęzi sztuki.

Sytuacjonizm prowadzi do ukucia terminu "psychogeografia". Letryści wywodzili się z warstwy mieszczańskiej, poza tym było wśród nich sporo architektów, co doprowadziło do dużego udziału krajobrazu miasta i mieszczańskiej mentalności w ich manifestach. Psychogeografia, jak sama nazwa wskazuje, badała wpływ określonych miejsc na psychikę, zależności między ludzkim postrzeganiem a miejskim pejzażem, zaskakującego wpływu niepozornych miejsc na doznania zmysłowe przechadzających się wśród nich ludzi.

Guy Debord jako połączenie sztuki, kontemplacji krajobrazu i buntu przeciw rutynie codziennej, żmudnej krzątaniny zaproponował "Derive" czyli dryfowanie, w uproszczeniu - błąkanie się po mieście, absolutnie pozbawione celu i sensu. Sensem był sam ruch, zaś celem - cokolwiek właśnie zaprzątnęło naszą uwagę. Stanowiło to dobry przykład pomysłu sytuacjonistów na przemianę "koniecznej nudy" w okazję do przeżycia piękna poprzez kontemplację i poczucie wolności. W końcu człowiek i tak musi przedostawać się z miejsca na miejsce, a najczęściej czyni to automatycznie i bezwiednie - tu mamy do czynienia z aktywnością odwrotną: Nieważny jest kierunek, ważne jest jakie miejsca przyzywają nas do siebie i odczucia, jakie wywołują.

Fajne źródła po polsku:
Dariusz Misiuna, "Każdy będzie żył we własnej katedrze"
Wykład i spacer po Gdańsku Wilfrieda Hou Je Bek
Marcin Sieńko, "Wrażenie estetyczne jako reakcja na rzeczywistość - kontra"

Po angielskiemu:
http://en.wikipedia.org/wiki/Psychogeography

poniedziałek, 13 lipca 2009

Psychologia: Efekt Westermarcka

Zjawisko wykryte przez fińskiego antropologa Edvarda Westermarcka, będące wbudowanym w naszą psychikę naturalnym mechanizmem przeciw kazirodztwu. Okazuje się, że dwoje ludzi, którzy dorastają ze sobą w ciągu ok. sześciu pierwszych lat życia, nie będzie w późniejszych latach odczuwać do siebie pociągu seksualnego.

Analogicznie, jeśli rodzeństwo zostanie rozdzielone niedługo po urodzeniu się, możliwe jest późniejsze ich zakochanie się w sobie i wzajemny pociąg, pomimo pokrewieństwa. Mało tego, w takim wypadku może dojść do głosu inne zjawisko, zwane genetycznym pociągiem seksualnym (Genetic sexual attraction, GSA) - brat i siostra, którzy dorastali osobno po spotkaniu często odczuwają do siebie bardzo silny pociąg seksualny! Zjawisko jest zbadane i potwierdzone, lecz do tej pory nie do końca wiadomo, co je wywołuje. Okazuje się więc, że sam fakt pokrewieństwa dwojga ludzi nie ma żadnego wpływu na ich wzajemny pociąg.

W kibucach izraelskich dzieci wychowywane są w grupach według wieku, nie stopnia pokrewieństwa. Wieloletnie badania wykazały, że spośród 3000 małżeństw zawartych w kibucach jedynie 14 małżeństw zawartych zostało między osobami z tej samej grupy wiekowej. Jednak z kolei spośród tych 14 par, żadna nie była wychowywana razem w ciągu pierwszych 6 lat życia - spotkali się w kolejnych grupach wiekowych. Teoria Westermarcka pozostaje więc niepodważona.

Co ciekawe, mit o Edypie zgadza się z efektem Westermarcka. Edyp mógł zakochać się we własnej matce, ale tylko dzięki temu, że zabrano go od niej w bardzo wczesnym dzieciństwie.